Black Jack

Nie zabraliśmy dzieci do bezdomnych, bo było przenikliwie zimno. Milana z domu samotnej matki ugotowała zizik-gałnysz (czeczeńskie gałuszki z czosnkiem i mięsem). Włożyła do słoików, opatuliła ręcznikami i dowiozła cieplutkie na działki.
– Smakowało? – spytałam Roberta.
– Bardzo. Takie inne, nawet nowe – aż język szczypało. Zostawiłem trochę – wiesz, dla kogo. Zjadł w mig, wylizał miskę i okazał wielkie niezadowolenie, że za mało.
Niezadowolony przyjaciel Roberta to Jack, olbrzymi czarny pies, którego Robert kocha nad życie.

Mariam

– Marina zebrała dla bezdomnych pościel, ja podzieliłam się kawą, ryżem, kakao. Może i wy coś dorzucicie? – spytała Madina swoje dzieci.
– Tak – odpowiedziała 11-letnia Mariam. – Oni są tacy samotni, zawieź im naszych Diedów Morozów z czekolady, będą do kawy.
I trzech Mikołajów od Edelbieka, Milany i Mariam – małych uchodźców z Czeczenii – powędrowało do samotnych.

Iwonka

Drobniutka, wiecznie uśmiechnięta krzątała się po podwórku i zbierała drewno, żeby rozpalić kozę.
– Marka nie ma, jemu też rozpalę.
– Chodź, Iwonko, zrobię ci zdjęcie na naszego dziecięcego fejsbuka.
– Ucałuj ode mnie dzieciaki. A może by coś narysowały dla mnie? Mam gdzie powiesić!

Kazik

Altanka Kazika jest schludna i „oczytana”. Na półeczkach stoją książki, dużo książek. Panuje ład i porządek, pachnie kawą i papierosami (pamiętacie, jak u Czubaszek – papieros, kawka i purchawka). Purchawki Kazik na razie nie przypomina, choć jest bardzo schorowany. Nie pije.
– Jak tu trafiłeś, Kaziku?
– Po prostu w nieodpowiednim czasie wsiadłem do nieodpowiedniego pociągu, który zawiózł mnie w nieodpowiednim kierunku.
– Myślisz, że to stacja końcowa?
– Chyba tak.

Bezpieczeństwo

– Dzień dobry! Pan też mieszka w altance?
– A skąd! Jestem z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
– Dba pan o bezpieczeństwo tego oto narodu? – pokazałam ręką na chatki bezdomnych.
– Niech pani nie żartuje! Jestem wysoko postawiony, ale pomagam tym, co nie piją. Kazik w marcu dostanie mieszkanie, załatwiłem.
Szybko oddałam Iwonce paczkę i pobiegłam do altany Kazika.
– Kaziku, superancko! Dostajesz w marcu mieszkanie! Pan z bezpieczeństwa powiedział.
– Aha, bezpiecznik to on musi w głowie uregulować. Już pięć lat o tym mieszkaniu gada. Ale to dobry człowiek, no i hoduje gołębie. A biały gołąb – to zawsze wiara i nadzieja.

Kropka

Kropka – to ukochany pies Kazika, jego jedyna przyjaciółka. Jest stara i oddana Kazikowi doszczętnie. Uwielbia gości i strasznie szczeka, jak wychodzą – z żalu.
– Nie będę żył, jak jej zabraknie. Umrę, i kropka.