Zdezelowani

W niedzielę wyruszyliśmy do Mainy i jej siedmiu krasnoludków. Do Kolonii Horbów, gdzie znajduje się Ośrodek dla Uchodźców wiozła nas Marysia – fantastyczna dziewczyna. Odezwała się z fejsbuka ale poznałam ją wcześniej. Jeździła ze mną raz do Brześcia jako wolontariuszka. Pomagała sprawdzać zeszyty kobiet ze Szkoły Mam, które uczyłam polskiego, nadziei i optymizmu. Marysia była tak dokładna, że poprawiła nie tylko ich, ale i moje błędy. Teraz zaproponowała transport.
– Tylko uprzedzam, że mój samochód jest trochę zdezelowany.
– To nic, – odezwała się Madina – nasze losy, czyli twoich pasażerów, też są trochę zdezelowane. Pasuje.

Kolonia Horbów

Jak dojechaliśmy, mnóstwo dzieci (nie tylko Mainy) wybiegło na powitanie. Oddaliśmy prezenty, odśpiewaliśmy repertuar rosyjsko-polsko-czeczeński i odtańczyliśmy lezginkę wprost na asfalcie przed Ośrodkiem (wideo z lezginką w komentarzach). Dorosły Czeczen popatrzył z aprobatą:
– Wszystko umiesz. Śpiewasz po czeczeńsku, tańczysz. Zostało tylko nauczyć się robić namaz (modlitwę).
Wyrecytowałam po arabsku surę Otwierająca Koran. Powiedział zdumiony:
– Nie rozumiem, co ty jeszcze robisz w tych spodniach. Chustę założyć, spódnicę i muzułmanką jesteś.
– Nie ma przymusu w religii, – odpowiedziałam słowami z Koranu i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie.

Tankujemy

Do Ośrodka nas nie wpuszczono – regulamin. Poszliśmy (dziesięciu krasnoludków, Madina, Maina, Marysia i ja) szukać dachu nad głową i stołu na ucztę. Poczęstunek przygotowała Maina z córeczkami, nawet tort upiekły. Pani z baru na stacji paliw wysłuchała krótkiej opowieści o Brześciu, Szkole Demokratycznej na dworcu i przyjaźni. Wzruszyła się, że Maina nazywa mnie Mateczką. Spytałam czy możemy zająć duży stół i pożyczyć sztućce.
– Siadajcie, kochani. Jedzcie, rozmawiajcie. Jesteście naszymi gośćmi.
Kiedy spałaszowaliśmy wszystko, spytałam 3-letniego Jakuba, co mu przywieźć następnym razem.
– Kurczaka mu przywieź. – odpowiedział zamiast Jakuba brat Islam. – On uwielbia kurczaki, to zje całego.

Chłopczyk w trampkach

Islamowi bardzo spodobały się trampki, które podarowaliśmy. Założył, poprosił Mainę, żeby przecięła gumkę, którą były związane.
– Nie, Islamie. To jest specjalna gumka, żebyś daleko ode mnie nie zaszedł.
Islam tak zauwielbiał trampki, że chwilę pomyślał i rzekł:
– Dobrze. Będę uczył się chodzić z pięty małymi kroczkami.

Mamy – dzieci

Dzisiaj rano Maina przysłała nam krótki filmik wideo. Kobiety z Ośrodka w Horbowie grają w rybki, które przywieźliśmy wczoraj. Siedzą, szczęśliwe jak dzieci i łapią małe rybki małymi wędkami.
– Teraz u ciebie jest gabinet terapeutyczny, – powiedziały do Mainy. – Kiedy będzie nam źle, przyjdziemy łapać rybki.